Wszystkie zdjęcia, które publikuję na blogu, są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

wtorek, 25 lutego 2014

Happy Houl...

Czyli będzie o tym, jak to wreszcie wyszłam z mojej jaskimi i udałam się na kosmetyczne zakupy.

A wpadłam do tych drogerii, jakbym pierwszy raz w życiu w takim miejscu była. Czułam się jakbym jeszcze raz obchodziła Gwiazdkę albo nie, jak dziecko w sklepie ze słodyczami. Na szczęście miałam obok siebie ochładzacza w męskiej postawie. Podpierał, podtrzymywał, sięgał co na niższej półce było i cierpliwie znosił moje poszukiwania. Nawet doradzał w kolorystyce ;)

To tyle na temat, co by wstępem jakoś dobrze zacząć. A teraz przechodzimy do części właściwej. Oto, co dziś sobie zakupiłam:

Zacznę od pielęgnacji. Kupiłam sobie moje ukochane płatki kosmetyczne z Rossmanna. Są niedrogie i jest ich dużo.

Kupiłam sobie także 2 kosmetyki Alterra, bo akurat była promocja w Rosmannie i to taka spora. Kupiłam żel pod prysznic kwiat nerili i bambus, odżywcza i rozpieszczająca pielęgnacja oraz peeling pod prysznic papaja i ekologiczny kokos. Za oba produkty zapłaciłam ok. 10 zł. Pachną świetnie, dość intensywnie, najbardziej odpowiada mi zapach peelingu. Mają bardzo rzadką  konsystencję. Ale jak będą tak wydajne jak szampon Alterra, to z pewnością będą to moje ulubione kosmetyki.

Producent mnie zapewnia, że dzięki kupionemu żelowi, prysznic stanie się odżywczą i poruszającą zmysły przygodą. Żel zawiera wartościową kompozycję pielęgnującą z wyciągiem z bambusa i żelem z aloesu oraz substancje myjące na bazie roślinnej. Kupiony przeze mnie peeling ma delikatną strukturę. Ma oczyszczać skórę dzięki łagodnym substancjom powierzchniowo czynnym na bazie cukru. Ma też w sobie wiórki kokosowe, czysty ekstrakt  z aloesu i roślinną glicerynę. Zapach papai i kokosu ma zamienić moją łazienkę w wyspę Morza Południowego. Faktycznie pachnie nieziemsko, a do tego kolorystyka mojej łazienki ;-)

Dalej kupiłam trochę produktów do makijażu. Zacznę od podkładu z Natury i korektora z Rossmanna.


Podkład Catrice All Matt plus mam w kolorze 010 Light Beige i jest to najjaśniejszy odcień, natomiast korektor Eveline Art Scenic 2w1 kryjąco-rozświetlający mam także w kolorze najjaśniejszym 04 Light.
Tak się prezentują na dłoni:


 Pierwszy od lewej jest podkład, obok korektor. Za podkład zapłaciłam ok. 26 zł, a za korektor ok. 12 zł.

Kupiłam także cienie. W Naturze były to 2 cienie Catrice i 1 Essence:



Cień Essence jest złoty. Jest to nr 35 party all night metallic effect. Catrice, które kupiłam, to Absolute Eye Colour o numerach 400 My First Copperware Party (to ten ciemniejszy, odpowiednik słynnego Satin Toupe Maca) oraz 670 Vanilla & Charles (matowy, dość jasny).

Tak się prezentują na ręce i na palcach:




Od lewej: 670 Catrice, 400 Catrice, 35 Essence.
Pierwsze maźnięcie cieniami Catrice nie było jakoś zadowalające. Ogólnie cienie sprawiały się być bardzo twarde i trudne do współpracy. Ale to chyba urok nowych produktów Catrice. Trzeba je rozgrzać, dać im drugą szansę, żeby mogły się wykazać (na palcach wyglądają zdecydowanie lepiej nić na ręce). Catrice są po ok. 12 zł, a za Essence zapłaciłam niecałe 7 zł.

I na sam koniec bardzo tani odpowiednik bardzo drogiego produktu:
Rzut ekranu z filmu z serii Pierwsze wrażenie od digitalworld13
Są to cienie Lovely nude make up kit od Wibo.




 Tu jest test z pierwszym wrażeniem:




Nieźle się prezentują, jak będą się zachowywać u mnie na powiece, zobaczymy. Na pewno położę pod nie bazę, jak pod każde cienie. Faktycznie te jasne cienie (od lewej: pierwszy, trzeci i piąty) nie są jakoś bardzo widoczne, ale to chyba urok jasnych matowych cieni. Zawsze chciałam mieć nudziakowe cienie, więc na początek są niezłe, jak za cenę niecałe 12 zł.

Dla podkreślenia tego, jak mi dobrze zrobiło zakupowe szaleństwo kosmetykowe, moją nudną kulę u nogi rozjaśniłam kolorem ;-)



To by było tak w skrócie na tyle:)