Wszystkie zdjęcia, które publikuję na blogu, są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

piątek, 28 marca 2014

Biochemiczny houl

Jakże się cieszę z każdej nawet najdrobniejszej nowej rzeczy, która jest dla mnie. W sumie nieważne, co by to było, byleby było dla mnie. A jeszcze, jeśli jest wynikiem moich zakupowych polowań, to już w ogóle plumkam na łóżku ze szczęścia. Puki co, to moje zakupowe szaleństwo sprowadza się do jeżdżenia myszką po ekranie mojego laptopa i biegania palcami po klawiaturze, ale zawsze lepsze to, niż nic.

Zainteresowały mnie kosmetyki, które można zrobić samemu. Co mnie tak urzekło, to minimalna ilość składników i to, że wszystko, co jest w danym produkcie jest naturalne i ekologiczne. Oczywiście znów zainspirowały mnie vlogerki i blogerki.
I tak znalazłam się na stronie http://www.biochemiaurody.com.


Zaczęłam wczytywać się w opisy, a moje oczy rosły i rosły. Zaczęłam tworzyć "wish listy", potem koszyki, podliczać, sumować i wyszło mi, że najchętniej zostawiłabym w tym sklepie majątek. Potem siadałam na przeciwko mojego lapka i tak, niestety dochodziłam do stwierdzenia, że zbyt mocno zachłysnęłam się ta naturalnością. Nie lubię wydawać dużo. Dotychczas moje kosmetyczne zakupy skupiały się na drogeriach, zwykle był to Rossmann, czasem Natura. Douglas czy Sephora były dla mnie nieosiągalne, bo zawsze kojarzyłam je z niewyobrażalnymi cenami. Dziś już tak na nie nie patrzę. A wracając do tematu, ochłonęłam i postanowiłam dokładniej wszystkie produkty z mojej listy życzeń i ograniczyłam się do kilku. Zamówiłam, skorzystałam z promocji - darmowa wysyłka za zamówienie powyżej 100 zł. Kosmetyki zamówiłam w poniedziałek wieczorem, we wtorek firma odebrała moją zapłatę, a w środę wysłała paczuszkę. Paczka była już w czwartek w moim urzędzie pocztowym, ja ją dostałam dzisiaj.



Niewielkie pudełeczko, szczelnie zamknięte, a ja czułam się jakby znów przyszedł do mnie Św. Mikołaj. Potrząsam nim, dość ostrożnie, coś się przelewa. Ojej, moje kosmetyki... Sięgam po nożyczki i uważnie dostaję się do zawartości:



Bardzo podoba mi się sposób zapakowania. Każdy produkt jest w foliowym woreczku strunowym, co pewno ma zabezpieczać przed dodatkowym działaniem czynników zewnętrznych. Opakowania tych kosmetyków przypominają raczej jakieś lekarstwa, ale nie przeszkadza mi to zupełnie. Tak jest bardziej specjalistycznie, profesjonalnie, bardziej kosmetologicznie. Bardzo szczegółowe instrukcje wykonania poszczególnych produktów dostępne są na stronie internetowej Biochemii Urody.

A konkretnie, co znalazłam w mojej paczce?
Masło Shea Ekologiczne
Konsystencja masła, pachnie naturalnie, jakby masłem. Jeden dla mnie, jeden dla siostry:)
Hydrolat z róży damascena
Postać toniku, pachnie przecudownie, jak różane nadzienie do pączków.
Olej tamanu ekologiczny 15 ml
Dość tłusty olejek o naturalnym korzennym zapachu.
Olej Monoi 100 % naturalny, 50 ml
Konsystencja masła, ale w trakcie kontaktu z palcami, rozpuszcza, się upłynnia,
przyjemny słodkawo-egzotyczny zapach. To dla siostry:)

I jeszcze 2 kosmetyki do samodzielnego przygotowania. Świadomość, że muszę je zmieszać własnymi rękoma, wywołuje we mnie dodatkowe uczucie zadowolenia. To uczucie satysfakcji, że będę stosować coś, co sama przygotuję i to, że wiem, co będzie w moich produktach, są bezcenne. Ogromnie się cieszę, że okryłam taką  stronę, jaką jest Biochemia Urody. A co sobie zamówiłam:
Żel hialuronowo-peptydowy
Planuję czasami mieszać go z olejkiem tamanu.
Do tego żelu dokupiłam sobie butelkę kosmetyczną 15 ml z  pompką typu air-less.
Peeling enzymatyczny Ekologiczny
Bardzo się na niego cieszę, zwłaszcza, że naczytałam się, że te wszystkie "mokre" peelingi
tracą z czasem na wartości w kontakcie z wodą. Ten będzie miał konsystencję suchą,
proszkową. Z wodą lub hydrolatem będę go mieszać tuż przez aplikacją.

 No to co, trzeba by teraz wziąć się za zmieszanie i przygotowanie wszystkiego do użycia. Już nie mogę się doczekać pierwszych wrażeń.