Wszystkie zdjęcia, które publikuję na blogu, są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Obok mnie

Czas mija, mam wrażenie, że stoję w miejscu. Przelatuje mi jakoś wszystko między palcami.

Byłam na spacerze.

Nie, spacer to za dużo powiedziane... byłam na przejażdżce z małym kuśtykaniem. Wiosna daje się wyczuć w każdym powiewie wiatru i każdym muśnięciu słońcem.

A nie bardzo miałam ochotę wyjść...






Wolałam zostać w moim bezpiecznym pokoju, w moim wygodnym łóżku. Zwykle każdy nawet najmniejszy wysiłek skutkował sporą opuchlizną... Teraz też nie było inaczej. Ale warto było. Nie pojechaliśmy daleko.

Zazdrościłam wszystkim wokół. Mogli bez większego problemu do woli spacerować, biegać, skakać, kręcić się to tu, to tam. Deptali, co tam im pod stopy wpadało. A mój każdy krok musiał być uważnie stawiany. Nie mogłam sobie pozwolić tak lekkomyślne niedbalstwo, tak jak ci wszyscy wokół mnie. Powolny ruch nie jest zupełnie w moim stylu. Ja zawsze pędem, byle dalej, byle do przodu, byle by jak najszybciej. Nawet mówię szybko, piszę szybko, nawet serce bije mi szybciej niż przeciętnie...
A teraz, nie ma przeproś. Trzeba zwolnić. Więc niech mi ktoś powie, że to, co się stało te 8 tygodni temu jest po nic, stało się to bez powodu. Już  tak mam, że takie różne "kopniaki" zmuszają mnie to spojrzenia wstecz. Co widzę? Pęd, niedbalstwo i nieumiejętność cieszenia się z tego, co mam. No i pac w łeb! Boli. Bo ma boleć. 

Teraz mam nagle czas dla siebie. Oglądam się w lustrze. Przyglądam się sobie dokładnie. Są zmarszczki. Kiedy się one zrobiły? Na czole?! 

Teraz mam czas dla siebie. Mam czas na pielęgnację, na umalowanie paznokci, za skupieniu się na swoim ja. Najgorsze jest to, że utwierdzam się przy tym w stanie niechęci do czegokolwiek. Tak bardzo przygnębia mnie to, że gdzieś zgubiłam swoją wewnętrzną radość z nawet najmniejszej rzeczy. Mam w sobie sporo żalu i jakiegoś niespełnienia. Wydałam z siebie życie, mój skarb najcenniejszy, moją córeczkę. Zaczynam zapominać, jak to cudownie jest bawić się, jak dziecko, bawić się z nią.
Jak tak kuśtykałam, miałam okazję spotkać inny kuśtykający egzemplarz. Ja też tak wyglądałam?! Skrzywiona mina, widoczne zmęczenie i frustracja. Towarzysząca osoba jakieś 20 cm przed "kuśtykaczem"... Ktoś od niej, trącił ją w kulę, pojawił się wrzask, wyraźna złość. Tak, ja też tak wyglądam. 

Nie chcę wychodzić. Ale też nie chcę porzucić moje niebo...