Wszystkie zdjęcia, które publikuję na blogu, są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Test pokory i cierpliwości

Uwaga, zaczęłam chodzić, a co dalej za tym idzie, zaczęłam rehabilitację. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, ile to będzie mnie kosztować. Zawsze uważałam, że rehabilitacja, to delikatne usprawnianie wcześniej unieruchomionych części ciała. Nie wiem, dlaczego w ogóle wówczas nie myślałam o bólu. A tu bam!!! Pierwszy zabieg i pierwsza styczność z rzeczywistością.

Na zabiegi muszę dojeżdżać ok. 60 km w jedną stronę. Najważniejszy jest efekt końcowy. Drugiego i trzeciego dnia miałam jechać z kimś, za kim jakoś bardzo nie przepadam, szczególnie po pewnych dość osobistych zdarzeniach. No ale, sama jeszcze nie czuję się na tyle silna, żeby usiąść za kierownicą i na raz przejechać te 60 km.

Zmuszona sytuacją, zacisnęłam zęby i wsiadłam w samochód. A tu co?!?

Jestem z reguły dość tolerancyjna i otwarta na sztukę i gusta ludzi wokół mnie. Niestety tym razem dopadło mnie coś w rodzaju całkowitego paraliżu do tego stopnia, że czułam, jak odpływam gdzieś między kolejnymi co... dźwiękami, jakie dolatywały z głośników samochodowych. Nie wiem, co to za dźwięki. Pewno coś sprzed 50 lat. Może, gdybym tego słuchała w innym towarzystwie, nie doskwierałoby mi to aż tak bardzo.

"...mnie nie umknie żaden chłopiec, gdy głosu czar zarzucę niczym dar..."

A za chwile... "uma paloma blanka..."

Po 20 minutach przebywania w tej dźwiękowej przestrzeni zwarzywniałam...cokolwiek to może oznaczać...

"asta maniana miro peso kora son..." - nie mogłam wówczas nawet myśli zebrać...

"kukurukukukururu paaaloma..." - to będzie mój hicior - pomyślałam. Zaczęłam tego szukać w sieci. Nie znalazłam niczego co by brzmiało dokładnie tak, jak tamto wtedy...

Po tym, postanowiłam odpuścić i zaczęłam się uśmiechać do siebie: "dens dens dens dens mój drogi, odklej się od podłogi (...) dens dens dens dens mój drogi, w rytmie dens tańczą nogi (...) tylko dens ma dziś sens". Polska twórczość muzyczna dziś zeszła na psy - zaczęłam tak wtedy myśleć:)

Po około 35 minutach tego uświadamiania muzycznego, płyta znudziła się mojemu kierowcy i wreszcie mogłam posłuchać czegoś współczesnego i wiadomości jakiś.

Chyba zdałam test wytrzymałości - pomyślałam i zaczęłam napawać się dźwiękami radiowymi.
W drodze powrotnej były szanty. Nawet niezłe, byleby tylko nie było tych wulgaryzmów...

Ogólnie test uważam za zdany. Następnego dnia też miałam jechać z opisywanym kierowcą. Tym razem mnie oszczędził i grało normalne radio. Wspaniale...