Wszystkie zdjęcia, które publikuję na blogu, są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

poniedziałek, 26 maja 2014

Jestem Mamą

4 lata 5 miesięcy i 6 dni temu moje życie się zmieniło. Nie powiedziałabym, że jakoś diametralnie, ale, może zabrzmi to banalnie, nabrało kolorów i sensu. Musiałam pozmieniać  swoje dotychczasowe przyzwyczajenia i nauczyć się tego, że już nie martwię się tylko o samą siebie, że moje potrzeby są na drugim miejscu. Ale dobrze mi z tym. Nie odczuwam z tego powodu jakiegoś ograniczenia. Jest mi z tym bardzo dobrze.

Kiedy spojrzałam na Nią pierwszy raz, wiedziałam, że takiej Miłości jeszcze nie znałam. Tego uczucia nie da się tak po prostu opisać, to czuje się całym ciałem, umysłem i całą duszą, każdą najmniejszą cząsteczką. Pierwsze dni Jej życia byłam Nią całkowicie pochłonięta, nie chciałam, żeby ktokolwiek Ją dotykał, czy brał na ręce. Bałam się, że ten ktoś może zrobić jej krzywdę. Zostało mi tak do dzisiaj, ale już nie jest to tak obsesyjnie silne. Moja Kochana nie jest już taka mała i potrafi dość dosadnie wyrazić swoje zdanie, zadowolenie lub dezaprobatę. 

Jest wspaniała i aż niewiarygodnie doskonała. To niesamowite, jak z dwojga tak ułomnych ludzi może powstać tak idealny człowiek.
Zaskakuje na każdym kroku i jest szczera w tym co robi i mówi. Uwielbia tańczyć, śpiewać, często wymyśla piosenki i różne taneczne układy. Bardzo często daje nam pokazy swoich talentów. Nie da się ukryć, że uwielbia być w centrum uwagi.


Potrafi być bardzo wdzięczna, czuła i troskliwa. A najcudowniejsze uczucie ogarnia mnie wtedy, kiedy mi mówi, jak bardzo mnie kocha, jak całuje mnie po rękach. Czas się zatrzymuje i liczy się tylko to, że ją mam i jaka jestem z tego powodu szczęśliwa...


Moja Najdroższa zaczęła rysować rozpoznawalne rzeczy i obdarowuje mnie takimi wspaniałościami. Przy tym wymyśla różne okazje i okazuje się, że Dzień Mamy mam bardzo często.




Moja Kochana próbuje także swoich sił w kuchni. Chce zawsze pomagać i czynnie uczestniczyć w przygotowaniach jakiegokolwiek posiłku. Ostatnio coraz częściej wykazuje się własną inwencją kulinarnie twórczą. I nie gotuje już koniczyny, nie robi ciasta i lodów z piasku, czy też zup z papieru... Samodzielnie tworzy smaki.


Połączenie biszkoptów, jogurtu naturalnego i miodu zaskoczyło mnie ogromnie i pod względem smakowym, i ze względu na pomysłowe połączenie. To taka alternatywa dla truskawek z jogurtem i cukrem:)

Za nami już 5 z kolei Święto Mamy. Dla mnie, to wyjątkowe Święto dla mamy i dziecka. W tym roku było naprawdę wyjątkowo, ponieważ moja Księżniczka jest bardziej świadoma i potrafi już docenić wartość świętowania.

Po powrocie z przedszkola przywitała mnie z laurką i bukietem tulipanów. Oczywiście musiałam zamknąć oczy:) Wręczała mi to z taką dostojnością i w tak uroczysty sposób, że poczułam się, jakbym była jedyną mamą na świecie. Tak niewiele, a jak potrafi uszczęśliwić. Dostałam jeszcze portfel/etui na dokumenty i karty - coś takiego właśnie chciałam, a moje Szczęście jest niesamowitym obserwatorem i jeszcze lepszym słuchaczem.

Świętowanie nie mogło się obejść bez czegoś smakowitego. Truskawkowe spaghetti bardzo ucieszyło moje Maleństwo, które samodzielnie rozgniatało truskawki.
- Mamusiu, muszę przyznać, ze zaskoczyłaś mnie tak pysznym daniem.
- A Ty, Kochanie, zaskakujesz mnie swoimi wypowiedziami, Kocham Cię bardzo.

Tak, od teraz będzie to nasze danie z okazji Święta Mamy:)

- Mamusiu, szybko, chodź zobacz.
- Co się stało - kuśtykam jak najszybciej na balkon.
- Zobacz, mamusiu, tęcza...


- Specjalnie dla Ciebie przyszła, usłyszała, że dzisiaj jest Święto Mamusi i przyszła.

Wzruszyłam się. Wpatrywałyśmy się w tęczę tak długo, aż zasłoniły ją chmury, cały czas przytulając się do siebie. Poczułam, jakby faktycznie ta tęcza była tylko moja. Taki dodatek do Laurki i najdroższego "kocham Cię Mamusiu", "kocham te moje rączunie"...