Wszystkie zdjęcia, które publikuję na blogu, są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

piątek, 30 maja 2014

Szminki, błyszczyki - co nieco o moim ostatnim uzależnieniu

Zaczęło się bardzo niewinnie. Był jakiś balsam do ust, w sztyfcie lub w słoiczku. Potem zapragnęłam odrobiny koloru, ale nie mogłam się przekonać do kolorowych pomadek, czy do wyrazistszego koloru. Zdecydowałam się wtedy na błyszczyki i to najlepiej, jak były w jakiś neutralnych kolorach albo dawały jedynie efekt zwilżonych ust, podkreślając ich naturalny kolor.
Wydawało mi się, że na wyraźne akcentowanie ust kolorem jestem jeszcze za młoda, że to najlepiej wygląda u dojrzałych kobiet, powiedzmy takich po 45 roku życia, a ja jako wówczas 25-28-latka nie muszę mieć aż tak zaznaczonych kolorem ust. Jakże się wtedy myliłam...



Jak już wspomniałam, moją ustową kolekcję zaczęłam od błyszczyków.


Najpierw był błyszczyk w lekko różowym kolorze, ten pierwszy od lewej, już ich nie ma. Na ustach wyglądał bardzo neutralnie, dając lekki różowy blask. Potem moją kolekcję zasiliły kolejne 2 od lewej strony. Te wpadają już bardziej w pomarańczowo-brzoskwiniowy odcień, który bardzo pasuje do mojego ciepłego typu urody (jestem wiosną). 

Prawdopodobnie - od lewej: WIBO Lip gloss z kolagenem morskim (koloru nie znam, nie ma już tych błyszczyków); błyszczyk AA; chyba Miss Sporty seria Hollywood kolor 120 Walk Of Fame; Essence XXXL Longlasting Lipgloss Mirror Shine Effect 01 baby doll's favourite
 Niestety nie wiem na pewno, co to są za błyszczyki, bo pościerały się już wszystkie oznaczenia.

Błyszczyk z Essence, pierwszy od prawej, dołączył do mojej kolekcji całkiem niedawno. Bardzo ładny neutralny kolor, podkreślający naturalny kolor ust, dając im lekko morelowy odcień. Ciężko go zmyć, utrzymuje się na ustach dość długo. Do szybkiego wiosenno-letniego makijażu ust jest idealny.
Essence XXXL longlasting lipgloss Mirror Shine Effect nr 01 baby doll's favourite
Ja mam odcień 01 baby doll's favourite i jest to błyszczyk z serii Mirror Shine Effect (z czarna nakrętką). I faktycznie, według mnie jest to produkt, który podkreśla naturalny kolor moich ust, dając jedynie efektu lustrzanego błysku.

Zawsze podobały mi się czerwone usta, a przede mną była wtedy tematyczna impreza w stylu lat '80. Pobiegłam wtedy do drogerii i kupiłam coś co miało ładnie wyglądać i nie było drogie.

Miss Sporty Perfect Color Lipstick nr 53
I tu objawiła się przede mną seria pomadek z Miss Sporty Perfect Color Lipstik, z której wybrałam odcień 053. Uwielbiam zapach tej pomadki - słodko-owocowy. A kolor - równie soczysty, co zapach. Taki odcień pomarańczowej czerwieni, bardzo krzykliwy. Świetnie prezentował się przy mojej stylizacji z czerwoną zwiewną tuniką, złotymi leginsami i sztucznymi rzęsami. Szminka miała być tylko na tę imprezę, ale miałam ją na sobie jeszcze kilka razy, bardzo nieśmiale... Nie była  droga, ok. 10 zł.

Kiedy już tak na serio "dorosłam" do decyzji o zakupie pomadki, mój wybór padł na Golden Rose i serię Velvet Matte. Jakie było zdziwienie Pani ekspedientki, kiedy kupiłam 5 pomadek z tej serii, z tego 2 były dla mnie:)

Golden Rose Velvet Matte nr 05
Kupił mnie kolor 05, dość odważny odcień koralowej czerwieni, wpadającej w pomarańcz. Na moich ustach wygląda dość odważnie, ale bardzo mi się podobał i nie mogłam się wprost oprzeć. Kupiłam sobie jeszcze coś spokojniejszego.

Golden Rose Velvet Matte nr 09
Wybór padł na kolor 09. Bardzo ciekawy odcień różu, ale nie jakiegoś bardzo nachalnego. Pomadki faktycznie mają matowe wykończenie, ale trzeba mieć do nich zadbane usta. W moim przypadku bywało różnie. Nigdy jakoś nie przykładałam uwagi do pielęgnacji ust. Balsam pielęgnujący nakładałam wtedy, kiedy mi się przypomniało, a o peelingu w ogóle nie było mowy. Tłumaczyłam się przed sobą brakiem czasu. W efekcie pojawiało się sporo suchych skórek, które były bardzo podkreślane przez te matowe pomadki. Ale po kilku dniach "wzięcia się" za pielęgnację ust, polubiłam je bardzo. Utrzymują się dość długo, jak dla mnie, bo ja zjadam szminki zaraz po ok. pół godziny. Velvet Matte utrzymują się na moich ustach ok. 3 godziny. Koszt tych pomadek to ok. 11 zł.

Miałam zatem 3 pomadki, 2 kupione z zamiarem noszenia na sobie, częściej niż od wielkiej imprezy. Zapragnęłam mieć więcej. Zauroczona pozytywnymi opiniami w świecie internetu, poszłam po pomadkę z Wibo.

Wibo Eliksir nr 07
I tu wybór  padł na serię Eliksir. Moja pomadka jest w kolorze 07. Daje lekko transparentne wykończenie. Usta są nawilżone, nie ma podkreślenia suchych skórek. Bardzo fajna, lekka pomadka, którą można się malować na szybko, nawet bez lusterka w kolorze uroczego różu. Nie jest jakoś wyjątkowo trwała, ale jak za cenę ok. 9 zł, nie narzekam. U mnie daje radę ok. 2 godzin. Bardzo ładnie pachnie, daje się wyczuć wanilię i kokos.

Moją kolekcję następnie powiększyła pomadka z Celi.

Celia pomadka w kredce Chubby lipstik nr 9
Urzekła mnie pomadka w kredce Chubby Lipstick. Moja jest w kolorze 9, bo chciałam mieć coś pomarańczowego, co będzie idealne na co dzień, co będzie miało dość neutralny odcień. Bardzo fajna nawilżająca formuła, trochę tępa w nakładaniu, koszt ok. 12 zł. Spodobało mi się to, że jest to wykręcana pomadka w formie kredki. Oczywiście nie wytrzymuje na ustach dłużej jak 2-3 godziny, no ale ja zjadam szminki bardzo szybko;)

I znów zapatrzona na szminkowe kolekcje moich ulubionych vlogerek, zapragnęłam moją kolekcję poszerzyć o kolejne 3 smaczki, w tym jeden to bardzo ciekawy gadżet.

Zakupy w Minti Shop
Odważyłam się na zakupy w internetowej drogerii, a kolory wybierałam na podstawie przejrzanych swatchy w internecie. Zakochałam się w pomadkach MUA. Bardzo też chciałam mieć szminkowy gadżet, czyli zielona Barry M.

MUA Lipstick Shade 7
Postanowiłam kupić pomadkę MUA w odcieniu 7. Według mnie jest to różowo-brzoskwiniowy kolor. MUA miała też wspaniałą czerwień, której wprost nie mogłam się oprzeć.

MUA Lipstick Shade 13
I w taki sposób w mojej kolekcji znalazła się MUA w odcieniu 13, czyli w kolorze soczystej i bardzo odważnej karminowej czerwieni. Nie wiem, czy odważę się kiedyś na takie usta, ale musiałam mieć tę pomadkę w swojej kolekcji. Jak widać, szminki MUA są mocno napigmentowane. Ogólnie świetnie się rozprowadzają i jak  na moje upodobanie do "zjadania" szminek, utrzymują się najdłużej ze wszystkich dotychczas wspomnianych, bo ok. 3-4 godziny. Koszt jednej to ok. 6 zł (plus przesyłka).

Chciałam też mieć w swojej kolekcji zielony gadżet.

Barry M Lip Touch of Magic nr 413
Jest to Barry M Lip Touch of Magic 413. Pomadka jest zielona, ale w zależności od naturalnego koloru ust, zabarwia je na różowo. Na każdym wygląda inaczej.

Barry M Lip Touch of Magic nr 413 - efekt przed i po
U mnie jest to ciepły odcień fuksji. Pomadka utrzymuje się bardzo długo, kolor wpija się w usta. Można jeść, pić, a pomadka jest nawal widoczna. Niestety jest wymagająca i wymaga zadbanych, wypeelingowanych i dobrze nawilżających ust. Ale warto się trochę pomęczyć, dla tego efektu. Ja swoją kupiłam TU za ok. 23 zł.
Pomadki MUA też kupowałam w drogerii internetowej Minti Shop. Polecam zakupy u nich. Przesyłka była bardzo szybko zrealizowana, a towar bardzo ładnie zapakowany.
Bardzo lubię takie cukierki:)

Później w Rossmannie była promocja 49 % na produkty do ust. Nie mogłam nie skorzystać, ale bardzo się pilnowałam, żeby kupić tylko jedną szminkę. Mój wybór padł na pomadkę Moisture Renew z Rimmela.

Rimmel Moisture Renew nr 705
Mój kolor to 705 Let's Get Naked. Bardzo naturalny kolor. Jak dla mnie, jest to pomadka, której odcień jest jak najbardziej zbliżony do moje naturalnego koloru ust. Jest idealny do codziennej bieganiny, żeby ujednolicić i naturalnie podkreślić usta. Bardzo przyjemnie się rozprowadza i utrzymuje się dość długo, bo ok. 3 godziny. Uwielbiam jej zapach, jest bardzo przyjemny i kremowy. Na promocji zapłaciłam za nią ok. 13 zł.



I tak prezentują się moje szminkowe zbiory. Myślałam, że na razie moja kolekcja już się nie będzie rozrastać. Ale skorzystałam z zaproszenia zaprzyjaźnionego sklepu kosmetycznego i poszłam na pokaz makijażu, gdzie zostałam pomalowana kosmetykami marki Vipera.


I zostałam kupiona:) Dopieszczona i zrelaksowana, upiększona przez panią wizażystkę Vipery, znów nabrałam ochoty na testowanie nowych kosmetyków. Nie mogłam zatem wyjść z pustymi rękoma. Na początek postanowiłam kupić pomadkę i kredkę do oczu.

Vipera szminka "Randez-Vous" nr 61
Na chwilę obecną jest to moja najbardziej ulubiona pomadka. Utrzymuje się długo, bo nawet do 4-5 godzin. Mam wrażenie, że wpija się w usta i barwi je, a kolor utrzymuje się przez to dość długo. Usta są nawilżone, miękkie, zadbane, mimo, że z czasem pomadka jakby staje się matowa. Uwielbiam jej różowy, dość  uniwersalny odcień.

I to moja cała kolekcja. Dość skromna, a już na pewno niedroga. Nie lubię drogich kosmetyków. Może kiedyś "dorosnę" do tego, żeby zapragnąć bardziej luksusowej pomadki, puki co, cieszę się tym, co mam.


Od lewej: Celia pomadka w kredce Chubby lipstik nr 9; Rimmel Moisture Renew nr 705; Golden Rose Velvet Matte nr 05; Wibo Eliksir nr 07; MUA Lipstick Shade 7; Golden Rose Velvet Matte nr 09; MUA Lipstick Shade 13; Miss Sporty Perfect Color Lipstick nr 53