Wszystkie zdjęcia, które publikuję na blogu, są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

czwartek, 8 maja 2014

Zbabiałam, zdewociałam, a On takie fajne zakupy zrobił

Przyznaję się, tkwię obecnie w takiej głupiej sytuacji... Najpierw była uzależniona od łaski i niełaski drugiej osoby, byłam uziemiona. Potem jak mi się z biegiem czasu poprawiało, to znów pojawiały się kolejne komplikacje. Był stan zapalny, choroba, potem ból, znów stan zapalny i znów choroba... Utknęłam w czarnej kałuży pesymistycznego nastawienia do świata...

Przestało mnie cokolwiek cieszyć, mimo, że byłam rozpieszczana gestami, prezencikami mniejszymi i większymi... Cieszyłam się z tych wszystkich bonusów, ale krótko, potem odkładałam radość na bok i znów wracałam do swojej kałuży.

Uświadomiłam to sobie dzisiaj. Wszystko przez Niego albo raczej dzięki Niemu. Starał się i nadal się stara. Często nie potrafi okazywać uczuć, rzadko kiedy potrafi pokazać, że słucha, zdarza się, że nie zawsze wie, co powiedzieć, ale mimo to, stara się. Nie zawsze wtedy, dokładnie w tym momencie, kiedy bym tego chciała, ale w końcu posprząta, powkłada naczynia do zmywarki, a ja dostanę śniadanie, na jakie mam ochotę. Przejedzie pół miasta, żeby mi kupić pieczywo, które najbardziej lubię.

Chodzi na zakupy, kupuje wszystko z listy, a ostatnio naprawdę potrafię nawymyślać. Robi mi także zakupy kosmetyczne. Dzielnie przemieszcza się między drogeryjnymi półkami i poluje na konkretne produkty. Nie pyta na co, po co, dlaczego... Wytrwale czyta etykiety, mimo, że Jego angielski brzmi bardzo śmiesznie.

Wczoraj upolował specjalnie dla mnie moje ukochane białe kwiaty...
A dziś? Rozmawialiśmy, to znaczy ja mówiłam, on dzielnie słuchał i widziałam, że nic nie rozumie, a mówiłam o dwóch odcieniach jednej pomadki. Dziś poszedł na kosmetyczne zakupy, bo skończył mi się szampon i żel pod prysznic. Żel był w promocji, dlatego kupił mi dwa, bo wyszło, że dwa w cenie jednego. Pasta była na promocji, a że ją kiedyś chwaliłam, no to też mi kupił.



Żele i szampon z mojej obecnie ukochanej Alterry. Mam zatem kremowy żel pod prysznic Eko-pomarańcza i Eko-wanilia oraz szampon i żel pod prysznic bez substancji zapachowych (to ta butelka z niebieskim, produkt przyjazny dla alergików, pewno świetnie się sprawdzi na mojej chorej nóżce). Mam też szampon regenerujący orzech makadamia bio i figa bio do włosów zniszczonych i łamliwych. Pasta Colgate ma zapewnić natychmiastowy widoczny efekt wybielenia zębów.

Wszystko świetnie, a do tego jeszcze zaskakujący bonus. Telefon:
- No bo mówiłaś coś o jakiś szminkach, które to były?
Zapamiętał! Poprowadziłam Go do odpowiedniej szafy:
- I jak te kolory Ci się widzą?
Dostałam oczywiście przewidywalną odpowiedź:
- No jedna szminka jest taka jasna, a druga taka ciemniejsza...
To się dogadaliśmy. Ale to zrozumiałe - mężczyźni nie rozróżniają kolorów ;)
- Nie kupuj, najwyżej, jak dojdę do siebie, to sobie zobaczę, chyba, że zrobisz mi swatche, to znaczy narysujesz sobie nimi takie krótkie kreski na ręce.
- Ale jak ja będę wyglądał, jeszcze muszę do Carefoura pojechać.
- To na wewnętrznej części ręki zrób.

W słuchawce usłyszałam głęboki krótki oddech, tak jak przed jakimś trudnym egzaminem i komentarz "do dzieła".

Przyjechał i miałam swatche na żywo. Faktycznie jedna szminka była jaśniejsza, a druga ciemniejsza:) Byłam zachwycona, ale oczywiście zaraz musiałam strzelić focha, bo mnie nie słuchał.
Uciekłam do swojej kałuży, po raz kolejny. Zatopiłam się w swoim czarnym błocie i uświadomiłam sobie, że powinnam być zadowolona i powinnam to docenić, że On się stara, mimo swoich wad, wcale nie tak mało licznych. Stara się, a ja nie mówię "dziękuję" tak często, nie mówię "jestem z Ciebie dumna, odwaliłeś kawał dobrej roboty", nie mówię "podziwiam Cię"...

Wypełzłam z kałuży i przeprosiłam. Kałuża wyschła. A dziś na kolacje mamy mieć naleśniki, takie nasze ulubione wspólne danie, z dżemem, który wspólnie robiliśmy pod koniec lata.