Wszystkie zdjęcia, które publikuję na blogu, są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

wtorek, 5 sierpnia 2014

O ulubionych kosmetykach słów kilka... (bo moja skóra zaczęła prosić o uwagę)

Jak mogłam zapomnieć o sobie...?!?

Nie myślałam, że do tego dojdzie. Tak dobrze było mi w moim świecie - egoizmie kosmetycznym, zahaczającym nieco o próżność. Znacznie poprawiła się kondycja mojej cery. Przede wszystkim zaczęłam zwracać uwagę i uświadamiać sobie moją kobiecość.

I wystarczyło co? Wyprowadzić się do miejsca z dala od ludzi. Nie mogę zaprzeczyć, pięknie tu. Każdego wieczora usypia nas muzyka świerszczy i budzi obezwładniający promień słońca.



Tak bardzo zatraciłam się w tym panującym tu klimacie, że zapomniałam o tym, do czego doszłam po tak długim czasie. Do czego potrzebne było nieprzyjemne zdarzenie. 

Moja cera odpłaciła mi dość nieprzyjemnie za moje zaniedbania. Pojawiły się zaczerwienienia, krostki, czarne kropki.


Telefon. Moja kochana - zaprasza nas do siebie. Tak, jakże bym mogła odmówić sobie tych rozmów i zapewne coś pysznego do jedzenia. Zgodziłam się. W końcu zbliża się godzina spotkania. Poczłapałam się przed lustro. Nie, no tak pokazać się nie mogę przede wszystkim jej, mojej mentorce kosmetycznej.

Wystarczył prysznic w ulubionym zapachu i namaszczenie jeszcze cudowniejszym kosmetykiem...żeby poczuć się o niebo lepiej.



Uwielbiam ten zapach, a dla kosmetyków Bath & Body Works można stracić głowę. Świetnie nawilżają, idealnie odżywiają, pachną obłędnie, a zapach utrzymuje się bardzo długo.

Oczywiście nie mogło się obyć bez pełnego makijażu, bo jakże można by inaczej się pokazać mojej mistrzyni makijażu, oka szczególnie.

I tu pozwoliłam sobie na małą rozpustę moimi ostatnio ulubionymi kosmetykami...



Lirene Glam&Matt Duo Effect 01 jasny (po prawej)
w porównaniu z Maybelline Affinitone 14 Creamy Beige
Ostatnio mój ulubieniec jeśli chodzi o podkłady. Kolor fajnie stapia się z cerą, dość długo się utrzymuje. Sporo osób narzeka na to, że się świeci jak żarówka po krótkim czasie. Ja radzę sobie z nim tak, że matuje go moim pudrem bambusowym z Paese, wtłaczając puder w cerę za pomocą gąbeczki do pudru. Zwykle każdy podkład mi się zaczyna świecić po kilku godzinach, więc zawsze muszę odcisnąć sebum za pomocą bibułki matującej. Nie zauważyłam,żeby Lirene jakoś bardziej mi błyszczał.



Pokochałam ten róż przede wszystkim za kolor. Niestety zdjęcia nie oddają prawdziwego odcienia. Róż bardzo subtelnie rozświetla i tworzy na policzkach delikatną mgiełkę. Pędzelek do szybkich poprawek też całkiem nieźle się sprawuje.

Na szczególną uwagę zasługują moje 2 perełki do oczu.



Po lewo 35-On and on Bronze - wspaniały, mieniący się na złoto brąz. Po prawo 40-Permanent Taupe - idealny do przyciemniania zewnętrznych kącików oka i jeszcze lepszy do brwi. Oba są niezastąpione w idealnym wycieniowaniu oka. Dzięki tym dwóm kolorom można wyczarować uniwersalny makijaż, który utrzyma się bardzo długo, aż do zmycia.



Spotkanie się udało wyśmienicie. A makijaż, dodatkowo utrwalony opisywaną ostatnio przeze mnie mgiełką, prezentował się nieskazitelnie. Znów poczułam się wspaniale.

Najgorzej jest później to wszystko zmyć. Bo nie zawsze się chce, bo potem trzeba nakładać cała pełną pielęgnację, a nie zawsze ma się na to ochotę. I tu z odsieczą przychodzi mój ulubiony zestaw.


O żelu TUTAJ.


Ten krem ze względu na swoją konsystencję, nadaje się nie tylko pod oczy. Świetnie sprawdza się na całej twarzy, szczególnie zmęczonej i potrzebującej witaminowej bomby.

Rano moja cera odwdzięczyła się bardzo miło i pozytywnie. Zmiany lekko się wyciszyły, zmniejszyła się też ilość niedoskonałości.

Urlop - urlopem, ale nie można sobie pozwolić na wakacje od pielęgnacji i dbania o siebie:)