Wszystkie zdjęcia, które publikuję na blogu, są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

środa, 24 września 2014

Kulinarna rozprawa o moim popisie - I'm the master

Zakupowych postów ostatnio pojawiło się zbyt wiele. Chcąc zatem przełamać tę manię kosmetyczną  postanowiłam podzielić się moim ulubionym daniem. Popisowym też go mogę z cała spokojnością nazwać, z uwagi na to, iż kto go zakosztuje, ten przepada. No, to by było na tyle, jeśli chodzi o samochwalstwo. A już tak całkiem serio, to faktycznie, jest to moje popisowe danie, a cała tajemnica dotyczy dodatków, których doń używam.

Rzecz dotyczyć będzie pizzy, której mogę uważać się mistrzem.


Ciasto na pizzę jest bardzo proste i zawsze się udaje, nawet robione na śpiąco, czy na lekko-przytomno. Składników jest 6:

2 i pół szklanki lub 500 g mąki 

I tu mały przerywnik na uwagę. Zwykle robię pizzę bez mąki pszennej, więc dokładna jej ilość zależy od rodzaju mąki. Tych bezglutenowych (ryżowa, kukurydziana) zwykle sypię nieco mniej. Ostatnio robię pizzę z mąki orkiszowej typ 405, tu używam pełne 500 g. Chodzi o to, żeby ciasto było dość sprężyste, nie kleiło się.
Co dalej:

1 łyżeczka soli
2 łyżeczki cukru
2-3 spore łyżki oliwy
1 szklanka ciepłej wody
50 g drożdży

Ot, cała lista składników. I teraz sposób przygotowania ciasta. Wychodzę z założenia, że jeśli tylko można sobie udogadniać pracę w kuchni, wykorzystując różne nowinki techniczne, to dlaczego by z tego nie skorzystać. Ja do wyrabiania ciasta używam maszyny z nożami na dnie naczynia miksującego. Najchętniej używałabym Thermomix, ale to może niebawem, jak moja świnka skarbonka oznajmi, że jest pełna:)

Zaczynam od przygotowania zaczynu: całą porcję drożdży rozkruszam do ogranego wcześniej wodą naczynia (miski), zasypuję je cukrem i wlewam trochę ciepłej wody (część z tej szklanki). Mieszam, aż drożdże się ładnie rozpuszczą i odstawiam w ciepłe, a przede wszystkim spokojne miejsce. Drożdże będą  sobie teraz spokojnie pracowały na ok. 10 minut (będzie wytwarzała się piana), a ja zabieram się za przygotowanie reszty składników.

Do mojej maszyny wsypuję mąkę, sól, wlewam olej, resztę wody i dodaję rozpuszczone drożdże. Wszystko mieszam, wyrabiam i gotowe ciasto wykładam na opruszoną z lekka mąką stolnicę lub blat.

Taka porcja wystarcza mi na przygotowanie 2 okrągłych pizz na tyle dużych, żeby maksymalnie wypełniały te standardowe blachy do pieczenia z piekarnika. Każdą część rozwałkowuję na papierze do pieczenia (w wałek uprzednio wmasowuję oliwę) i nakłuwam widelcem. Odstawiam na bok i zajmuję się przygotowywaniem składników.

I tu zaczyna się twórczość. Na pizzę można w zasadzie położyć wszystko, na co tylko ma się smaka. Tym razem postanowiłam poszaleć i poeksperymentować. Miałam przy sobie moją kochaną P., z którą wyczarowałyśmy naprawdę smakową ucztę.

Pierwsza do piekarnika powędrowała pizza z łososiem.



Oczywiście zanim się zorientowałam, że wypadałoby zrobić zdjęcia krok po kroku, co pojawiało się w kolejnych warstwach, to okazało się, że pizza jest już prawie gotowa do upieczenia.




Co my tu zatem mamy? Na spodzie jest sos pomidorowy, może być ketchup. Na to powędrował szpinak, surowy, opłukany jedynie, potem łosoś wędzony,zielone oliwki z czosnkiem, posiekany czosnek i cebula, suszone pomidory, tofu. Pod pierzynką z sera powędrowały przyprawy: czosnek granulowany, biały pieprz, kolendra.


A potem - hyc do nagrzanego do 190 stopni piekarnika na ok. 15-20 minut (niestety trzeba podglądać, co by za bardzo spodu nie spalić).



 ...mmm... aż mi ślinka cieknie...


Kiedy pierwsza pizza była już konsumowana, przyszedł czas na drugą...



Jest sos - tu w roli głównej występuje sos curry z Lidla. A na to pierś z kurczaka w plastrach - wędlinka taka z Lidla. Swoją drogą, bardzo smaczna.





Dalej, to już popłynęłyśmy - ananas, kukurydza, czerwona papryka. Oj, dużo tego, ale jak pysznie.




I teraz czas na tajemniczy składnik - przyprawę curry i trochę sproszkowanego imbiru.





Istny raj dla podniebienia... Na to oczywiście ser i znów do piekarnika, uprzednio nagrzanego, bo niedawno stamtąd wyszła pierwsza pizza. Tym razem czas pieczenia będzie krótszy niż ostatnio i raczej najbardziej zbliżony do czasu 15 min.





Można zgłodnieć. I taki był cel napisania tego postu, żeby zgłodnieć to takiego stopnia, żeby zmobilizować do twórczości kulinarnej, gdzie ograniczać może jedynie wyobraźnia.

To do dzieła i smacznego:)