Wszystkie zdjęcia, które publikuję na blogu, są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

wtorek, 9 grudnia 2014

Mikołajkowy post o prezentach - w roli głównej Ziaja

Mój Mikołaj doskonale mnie zna i już zdążył się nauczyć, że największą przyjemność sprawić mi mogą iście babskie prezenty. Wywiózł mnie do centrum handlowego, gdzie główne atrakcje dotyczyły naszej Księżniczki. On zajął się Malwi, a mi wskazał stoisko, o którym mu ostatnio smędziłam. Pobiegłam w te pędy, potem zawróciłam, by móc go ucałować. Ucałowałam i w sekundę potem znalazłam się wśród ulubionych ostatnio przeze mnie kosmetyków Ziaji.



Zdenkowałam prawie manukową serię i kończę post o niej, a tymczasem zapragnęłam czegoś nowego...



Moją uwagę przykuły przede wszystkim kosmetyki z nowej oliwkowej serii. Nagle chciałam wszystko, prócz peelingu, bo jestem w trakcie dwóch innych. Potem w moim koszyczku wiklinowym (uwielbiam te koszyczki) zostały 2 maseczki




i dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust.



Tak, dopuściłam się zdrady mojego dotychczasowego dwufazowego niebieskiego płynu na zielony. Porównany, zobaczymy...

Co mnie skusiło na ten płyn do tego stopnia, że odłożyłam mojego ukochanego, to obietnica producenta, że płyn wzmacnia rzęsy. Ma radzić sobie nawet z wodoodpornym makijażem i powiem, że poradził sobie nieźle. Na opakowaniu jest napisane, że płyn usunie nie tylko wodoodporny, ale także intensywny, a nawet teatralny makijaż. Ok, podejmę to wyzwanie i sprawdzę... Nadaje się dla osób noszących szkła kontaktowe. Faza olejowa ma w składzie witaminę E, olej oliwkowy i rycynowy. Po demakijażu nie zostawia takiej tłustej warstwy, jak to robi niebieski dwufazowy płyn Ziaji. Czy zatem porzucę go dla nowej zielonej miłości? Bardzo możliwe, potestujemy, zobaczymy...

W sumie jeszcze mam krem na dzień, ale skoro zwróciłam uwagę na to, że Ziaja ma i kremy BB, i krem CC, to przecież nie mogłam przejść obok tego obojętnie. Mam chrapkę na kilka azjatyckich kremów BB, stąd mój wybór był oczywisty - krem CC wyciszający na podrażnioną, wrażliwą skórę z rozszerzonymi naczynkami.



Zawiera witaminę C i escynę, które mają działać wzmacniająco, kwas hialuronowy i prowitaminę B5, jako substancje nawilżające, witaminę E i koenzym Q10, które mają działać wygładzająco. Ma SPF 10 i pigmenty korygujące zaczerwienienie. Czy faktycznie aż tak koryguje? Na pewno skóra jest po nim jakby uspokojona. Producent zapewnia, że krem ten jest uniwersalnym rozwiązaniem na szybką poprawę wyglądu skóry wrażliwej na czynniki zewnętrzne oraz dla osób z rozszerzonymi naczynkami i skłonnością do czerwienienia się. Nie mam dużego problemu naczynkowego, ale jednak. Puki co, podoba mi się ten krem, jako świetna baza pod makijaż. Nałożyłam na niego podkład, ale nieco mniej niż zwykle. Zobaczymy, jak dalej będzie się układała nasza współpraca.



Krem ma gęstawą konsystencję o lekko kremowym zabarwieniu. Pachnie przyjemnie, ale nie charakterystycznie jak dla kosmetyków Ziaji.

Skończyłam prawie manukowy krem na noc i dlatego chciałam coś na zastępstwo. Pani zaproponowała mi nawilżającą emulsję antyoksydacyjną z aktywną i stabilną witaminą C, czyli krem głęboko regenerujący na noc - kuracja dermatologiczna z witaminą C + HA/P.



Krem adresowany jest do skóry potrzebującej intensywnej odnowy, cienkiej, o niskiej spoistości, zwiotczałej, z widocznymi zmarszczkami i przebarwieniami, pozbawionej zdrowego kolorytu i młodzieńczego blasku. Hej, dziewczyno, masz dopiero trzydziestkę, coś ty za krem wyłapała? Lepiej zapobiegać, niż potem leczyć. Może szału krem nie zrobi, ale spodobało mi się to, że krem ma być formą profilaktyki przedwczesnego starzenia  się skóry (jest adresowany już dla grupy 25+). Krem ma aktywować naturalny cykl nocnej regeneracji oraz zmniejszać objawy starzenia się skóry przez wzmocnienie i odnowienie struktury kolagenowej, wygładzenie drobnych oraz spłycenie głębokich zmarszczek, odczuwalne nawilżenie i zmiękczenie. Poza tym na lekko złuszczać naskórek i redukować matowy wygląd. Po pierwszej aplikacji jest nieźle, gładko i nie świecę się jak choinka. Zobaczymy, co będzie dalej...



Krem ma jakby żelową konsystencję takiej dość lekkiej emulsji. Pachnie mniej intensywnie niż krem CC i jakby lekko medycznie, ale przyjemnie.

Za to, że byłam grzeczna, a tak serio, za to, że wydałam ponad 30 zł, dostałam w prezencie zimowe mydło o świątecznym aromacie piernika, imbiru i cynamonu. I faktycznie tak pachnie:)



Ma łagodnie myć i pielęgnować, pozostawiając skórę zadbaną i delikatną w dotyku. Mydełko ma umilać kąpiel, tworząc aksamitną i pachnąca pianę, przez co ma zapewniać długotrwałe uczucie zimowego relaksu. Jeszcze go nie próbowałam. Czekam na taką mniej napiętą chwilę, kiedy będę mogła napuścić wody do wanny i poleżeć sobie bez wyrzutów, ani bez ryzyka, że moja Malwi będzie właśnie wtedy czegoś potrzebowała albo koniecznie będzie musiała wykąpać się ze mną. Egoistyczne podejście? Czasem muszę, jest to wpisane w etat mamy:)



Mydło jest średnio gęste o mlecznym zabarwieniu. Właśnie zwróciła na nie uwagę moja Księżniczka i koniecznie musiała nim umyć rączki. Z łazienki wróciła w podskokach zachwycona zapachem. Chyba znalazłyśmy sposób na chętnie myte rączki;)

Prezent uważam za udany. Może nie koniecznie ze względu na to, że mogłam sama wybrać sobie kosmetyki, ale przez to, że miała czas tylko dla siebie i mogłam w pełni poświęcić się Moyej-Pasji (Kochanie, dziękuję, jesteś cudowny :-*).

Na koniec, jako wisienka na torcie, kupiłam sobie upatrzone już jakiś czas temu buty:) Zimowe w wersji light, czyli praktycznie nie ocieplane, a mimo to ciepłe, do połowy łydki i koniecznie na płaskim obcasie. Buty kupiłam w Centro i uwielbiam je za to, że są takie zgrabne i ciekawe:)




Ten efekt plecionki dodaje im niepowtarzalnego uroku. Są bardzo wygodne:)