Wszystkie zdjęcia, które publikuję na blogu, są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

środa, 4 marca 2015

O pewnych wspaniałościach, które dostałam na urodziny

Za pasem mam rok mojego blogowania, a za sobą spore zaległości. Będę je teraz nadrabiać. Półtora tygodnia temu miałam urodziny. Ogólnie luty obfitował w różne rocznice. To w lutym rok temu stałam się kuternogą - złamałam poważnie nogę i dzięki temu odważyłam się pisać:) Nie ma zatem tego złego, co by na dobre nie wyszło. Luty to był też czas mojego urlopu, z którego mam nadzieję stworzę jakiś wspominkowy post.

Wracając do tematu, półtora tygodnia temu obchodziłam swój kolejny jubileusz i z tej okazji chciałam się pochwalić pewnymi perełkami, które dostałam w prezencie. Pachną nieziemsko. Odnoszę nawet wrażenie, że za każdym razem, kiedy je używaż, odkrywają przede mną coraz to inną nutę zapachową. Jest to zapach śliwki z figą. A działają... r e w e l a c y j n i e :) Jednym słowem zakochałam się. A w czym? Tadaaam:)


 Przedstawię teraz kolejnych przedstawicieli mojego prezentu, który był przepięknie zapakowany w celofan i ozdobiony kokardą z rafii, dopasowaną kolorystycznie. Niestety nie zdążyłam sfotografować opakowania, ponieważ moja córeczka koniecznie chciała jako pierwsza wykąpać się w pianie z mamusinymi wspaniałościami i rozpakowała wszystko szybciej niż zdołałam jej wytłumaczyć, że mamusia musi najpierw zdjęcie zrobić. 

Przedstawiam na początek kawior do kąpieli. 



Producent zapewnia, że właśnie kawior jest to fenomenalny produkt do pielęgnacji suchej skóry. Bogaty jest w różnorodne minerały, ale przede wszystkim zawiera w swoim składzie mocznik, naturalny czynnik nawilżający skórę, mający nadać skórze gładkość i miękkość. Należy niewielką ilość kawioru rozpuścić w wannie z woda o temperaturze 35-38 stopni. Rozpuszcza się dość szybko i tworzy niewielką pianę oraz przecudny zapach. Zdjęcie mojego kawioru zrobiłam po 3 kąpielach, oczywiście 2 kąpiele to czas mojej córki, które wprost uwielbia te małe  fioletowe kuleczki.

Kolejnym dobrodziejem jest olejek do masażu i kąpieli.



Zawiera w swoim składzie olej sojowy i olej awokado. Dzięki temu bogaty jest w kwasy tłuszczowe, aminokwasy, lecytynę  oraz sole mineralne. W efekcie olejek ma zapobiegać nadmiernemu przesuszaniu się skóry. Dotychczas zastosowałam go do kąpieli, wpuszczając do wanny kilka jego kropel. Ma subtelny zapach, lekko wyczuwalny. Rozsmarowany na ręce, sprawia wrażenie dość szybko wchłaniającego się. Ale na skórze pozostaje jednak swoisty filtr. Hmm...chyba zamówię sobie masaż u męża;)

Przedstawiam teraz żel do kąpieli.



Żel jest bardzo gęsty i mega wydajny. Opisany jest jako aksamitny. Jest bardzo treściwy. Zawiera w sobie wiele substancji odżywczych: naturalną glicerynę pochodzenia roślinnego, witaminę E, B5 oraz ekstrakt z centelli azjatyckiej. Polecam poczytać o tym ostatnim składniku, który ma szerokie zastosowania. Przede wszystkim poprawia nawodnienie skóry. Stosowałam ten żel do kąpieli wlewając naprawdę bardzo niewielką, wręcz oszczędną ilość (na zdjęciu widać zużycie po 2 kąpielach). Tworzy świetną pianę, gęstą i idealną do zabaw w wannie (o tym więcej może moja córka powiedzieć;). Żel można też stosować bezpośrednio na gąbkę.

Przedstawiam dalej masło do ciała z ekstraktem z centelli azjatyckiej. 


Masło ma w swoim składzie tylko naturalne substancje, na bazie oleju palmowego z dodatkiem masła shea, witamin E i B5, oleju jojoba oraz roślinnej gliceryny. Masło ma za zadanie nawilżać, regenerować i odżywiać skórę.





Ma konsystencję czegoś pomiędzy galaretką a budyniem, w kierunku do budyniu. Jest gęste i treściwe. Po rozprowadzeniu, trzeba się trochę wysilić, żeby je rozsmarować, w końcu to masło. Jeśli w ogóle używałam czegoś do smarowania, to był to dotychczas lekki balsam, dlatego tak dziwię się tą treściwością masła. Ale teraz cieszę się, że miałam możliwość spróbować je. Skóra jest wyraźnie po nim nawilżona i odżywiona, a do tego nieziemsko pachnie. Zapach utrzymuje się długo.



Teraz czas na coś, co mi najbardziej przypasowało - peeling solny.


Peeling zawiera ekstrakt z centalli azjatyckiej. Producent obiecuje, że peeling doskonale wygładzi i ujędrni skórę, usuwając martwy naskórek. Skutecznie ma ją oczyścić i rozjaśnić, pobudzając przy tym mikrokrążenie. Produkt ma również zapobiegać wysuszanie skóry i ułatwiać wchłanianie substancji odżywczych. Polecany jest także w walce z celulitem.



Ma świetną jak dla mnie konsystencję. Uwielbiam to drapanie, skuteczne, ale nie bardzo mocne. Po spłukaniu odnoszę wrażenie, jakby zostawiał na skórze oleistą warstwę, swoisty odżywczy i nawilżający filtr, a skóra jest wyraźnie gładka i miękka.




Wygląda i pachnie tak smakowicie, że aż można by go było zjeść:) A po zastosowaniu peelingu dotykałabym się w nieskończoność, uwielbiam jego efekty.


  
Podsumowując, produkty prezentują się bardzo elegancko. Buleteczki są pojemności 100 ml i wykonane są z solidnego szkła. Niezwykle urzekające są korki. Masło i peeling są w plastikowych pojemnikach. Masło pod nakrętką było dodatkowo zabezpieczone srebrną folią, a peeling wyposażony jest w dodatkową wewnętrzną plastikową przykrywkę.
Jestem bardzo zadowolona z mojego prezentu. Produkty sprawdzają się świetnie. Dotychczas nie zajmowałam sobie głowy balsamami, peelingami czy innymi cudakami do pielęgnacji ciała. Wydawało mi się, że nie mam na to czasu. Teraz, kiedy posmakowałam luksusu, jakiego zafundowała mi Stara Mydlarnia, dzięki mojej E., nie narzekam na brak czasu, a wręcz wyszukuję okazji na domowe SPA:)