Wszystkie zdjęcia, które publikuję na blogu, są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Byłam "na ciuchach"...

To będzie post o zakupach ciuchowych, które popełniłam pod wpływem +sliwsoon z bloga Pola and the city.







Otóż Paula zdradziła mi jedną z tajemnic swojej szafy, zabrała mnie na nietuzinkowe zakupy. Zwykle omijałam tego typu sposoby na wzbogacenie mojej garderoby, być może głównie dlatego, że nie umiałam być odpowiednim myśliwym. Poza tym w mojej głowie na widok tak różnorodnego asortymentu robiła się wielka ciemna plama, jak wtedy, kiedy zmieszamy z sobą wszystkie kolory. Nie mam absolutnie pomysłu co z czym zestawić, nie mówiąc już o ocenie, czy upolowana zdobycz nadaje się w ogóle do tego, aby ją  przygarnąć. Był jeszcze inny powód, ale o tym na końcu.
Te wszystkie dylematy i problemy skłoniły mnie do wystosowania prośby o "modowe" korepetycje i ciuchowe przewodnictwo. Paula zabrała mnie z sobą do secound handu, czy jak to się inaczej zwie, do cicholandu, szmateksu, lumpeksu czy po prostu do ciucha...

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie chowała się za moją ciuchową przewodniczką, jak ty zwykle ze mną bywa w nowych miejscach, kiedy nie czuję się zbyt pewnie. Na szczęście jestem dość pojętną uczennicą i udało mi się wyszukiwać pojedyncze rzeczy godne uwagi. Ale od czegoś trzeba zacząć. Oto, co upolowałam, częściowo z pomocą Pauli:



 Szara dzianinowa sukienka, przed kolanko, przepięknie wykończona koronką na dole i wokół dekoltu. To wykończenie dodaje jej uroku. Za te sukienkę zapłaciłam 13 zł. Sukienka jest z firmy Tesini.






Kupiłam także kolorowy pasiasty sweterek z H&M, długi, sięgający do połowy pośladków.





Sweterek zrobiony jest jakby z perłowego włóczki, wygląda jak nowy. Zapłaciłam za niego 11 zł.

Kolejny łup to lekka bluzeczka z Marks&Spercer.





Wykonana jest z lekkiego, śliskiego materiału. Z przodu jest krótsza, z tyły dłuższa, z tyłu na plecach ma zakładkę. Urzekł  mnie w niej ten kwiatowy motyw. Dobrze czuję się w tego typu, lejących bluzkach, bo mogę ukryć brzuch. Za bluzkę zapłaciłam 9 zł.



Wyposażona w narzędzia, dające szanse sukcesu, udałam się następnego dnia na kolejne polowanie, tym razem bez mojej przewodniczki. I tu spotkał mnie zaszczyt powodzenia - znalazłam świetny czarny sweterek, wkładany przez głowę, z okrągłym dekoltem i dość ciasno zwężanymi rękawami w okolicy nadgarstków.




Bluzeczka pochodzi z Zary i wykonana jest z miękkiej i przyjemnej w dotyku włóczki. Nie jest zwężana ku dołowi, przez co świetnie się układa u takiej brzuchatki jak ja. Zapłaciłam za nią 13 zł.



Potrzebowałam takiego sweterka, żeby zestawić go z moim nowym nabytkiem - ołówkową spódnicą w kratę z Preski. Za spódnicę zapłaciłam 59 zł. Spódnica jest dość długa, powiedziałabym, że ma długość 3/5, taka za kolano, ale mniej niż do pół łydki. Wykonana jest z cienkiej dzianiny i jest bardzo wygodna w noszeniu, mimo, że nie ma rozcięcia z tyłu, przez co nieco ogranicza ruch. Bardzo ją lubię i polecam, bo w Presce można kupić niepowtarzalne ciuchy z bardzo dobrej jakości materiałów.



Podczas samotnego polowania "na ciuchach", udało mi się jeszcze znaleźć idealne dla mnie spodnie, czyli takie, które nie będą  mi się wżynały w brzuch, a przez to, nie będą tworzyć oponek.




Spodnie mają dość wysoki stan i są świetnie skrojone w pasie. Mają taki dość nietypowy, nieokreślony jednoznacznie kolor. Niby są granatowe, ale wpadają w taki odcień zieleni, khaki...



To są spodnie Cherokee i zapłaciłam za nie 28 zł.



I tak razem prezentują się moje ciuchowe zakupy.




Miałam spodnie, bardzo wygodne i idealnie skrojone na mnie, a że jeans często teraz pojawia się w trendach, zapragnęłam mieć jeansową kurteczkę, katankę. Jak zwał, tak zwał, chciałam jeansową kapotkę i znalazłam:



Kurtka jest z firmy Joop i kosztowała mnie całe 15 zł. Jest w stanie idealnym, a jej kolor jest bardziej niebieski niż kolor moich spodni.

Jednym słowem, na pewno będę częściej zaglądać do cicholandów. Takie zakupy są świetną alternatywą dla tych, którzy chcą np. spróbować się, przymierzyć się do jakiegoś rodzaju ciucha, a nie chcą kupować i potem oddawać. Np. zastanawiam się, czy będzie mi pasować spódnica lub sukienka maxi albo jakiś kombinezon, mimo mojego niewielkiego wzrostu (165 cm) i dość krępej budowy ciała (co nieco mi zostało, głównie na brzuchu). Fakt, mogłabym pójść do pierwszego lepszego sklepu, przymierzyć i pochodzić po przymierzalni, ale to nie to samo, co wziąć ciuch do domu i na spokojnie spędzić dzień, czy dwa na przymierzaniu się do danego ciucha. Poza tym w ciucholandach można upolować markowe perełki za naprawdę śmieszne pieniądze.

Tak, myślę, że zakończenie to dobry moment, żeby się przyznać, że nie chodziłam po tego typu sklepach także dlatego, że wydawało mi się, że tam nic nie mogę dla siebie znaleźć, a poza tym stać mnie przecież na normalne ubrania. Ciuchy z lupmeksu były niejako dla mnie gorsze. Teraz szczerze przyznaję, że dużo straciłam. Ale wiadomo, człowiek mądrzeje z wiekiem. Jestem zatem bardzo wdzięczna mojej Pauli +sliwsoon za to, że zaprowadziła mnie do prawdziwej kopalni skarbów. Z niecierpliwością czekam na kolejny wypad:)